Górnoślązak, 2017, nr 11 (30)

Pobierz ten numer w PDF Górnoślązak, 2017, nr 11 (30)

    Śląsk jako temat na czasie
    W drugiej dekadzie listopada przetoczyła się przez media fala komentarzy wywołanych najpierw przygotowaniami, potem relacjami, a następnie ocenami obchodów Święta Niepodległości. Tegoroczne święto inaugurowało rok obchodów stuletniej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, było więc wyjątkowe. Poza komentarzami rządowymi wskazującymi na dobre samopoczucie władzy wywołane masowym uczestnictwem młodych ludzi w Marszu Niepodległości, znalazły się i takie, jak Władysława
    Frasyniuka, współtwórcy wolnej Polski po 1989 roku i „Solidarności”: „W ciągu dwóch lat Polska, która była liderem demokracji, symbolem solidarności międzyludzkiej. Nagle w trakcie święta państwowego okazało się, że ma twarz rasisty i faszysty”. Opinia ta nie jest odosobniona.
    Nie włączę się do ogólnopolskiego dyskursu, bowiem ciekawsze wydaje mi się to, co „mówi się” w prasie na temat Śląska. Pozwolę sobie najpierw
    na lapidarne zestawienie, które może (powinno – bardzo bym tego pragnął) wywołać głębszą refleksję. Jak Państwo sądzicie, czy dadzą się pogodzić, a może się wykluczają dwa
    hasła: „Bóg – Honor – Ojczyzna” i „Wolność – Równość – Braterstwo”? Pierwsze z tych haseł wielokrotnie było powielana na „sztandarach” podczas Marszu Niepodległości 2017. Drugie nie zaistniało. Czy słusznie? To pytanie nasunęło mi się podczas lektury artykułu redaktor Teresy Semik w „Dzienniku Zachodnim” (wydanie na 10-12 listopada br.). Z wrodzoną sobie inteligencją, błyskotliwie, pani redaktor stawia pytania: „Polska rozpoczyna świętowanie 100-lecia niepodległości. Dlaczego Śląsk stoi z boku? Kto i jak na Górnym Śląsku wzniesie toast za Polskę?”. Zmartwienie pani redaktor jest uzasadnione – Śląsk nie przykłada się entuzjastycznie do obchodów. Widać to w marnym wykorzystaniu funduszy, które rząd hojnie rozdziela, jak i w realizacji projektów, których poziom bywa żenujący. No, nie da się ukryć… Śląsk nie wykazuje entuzjazmu, widać to gołym okiem. „Dlaczego?” – zdaje się dziwić pani redaktor w podtekście.
    Poczucie niezrozumienia wyziera także z artykułu w „Do Rzeczy”. Autor dość rzetelnie stara się analizować zasługi dwóch śląskich wojewodów: Grażyńskiego i Ziętka. Z jego wywodu wynika jasno, że Grażyński to mąż opatrznościowy dla Śląska i Ślązaków, natomiast Ziętek to aparatczyk PRL-owski bez dwóch zdań. Autor nie rozumie (i uczciwie się do tego przyznaje), dlaczego Ślązacy bronią pamięci Ziętka, jego pomników, a Grażyńskiemu to zaledwie tablicę wewnątrz gmachu Urzędu Wojewódzkiego poświęcili.
    Właśnie – dlaczego tak to jest na Śląsku? Może warto by zapytać samych Ślązaków? Odpowiedzią jest cała historia Śląska. Ale nie teraz miejsce na przywoływanie historii. Skupię się tylko na wycinkach z bieżącej prasy.
    „My na Śląsku z większym trudem rozumiemy narrację bogoojczyźnianą, bo mamy inaczej budowaną tożsamość. Śląsk nie budował tożsamości w „opozycji”. Wobec kogo miał być w opozycji, skoro byliśmy wymieszani i ze wszystkimi sąsiadami spokrewnieni?” – w „Tygodniku Powszechnym” pisze ks. Grzegorz Strzelczyk, teolog, dyrektor Ośrodka Formacji Diakonów Stałych Archidiecezji Katowickiej.
    „W debacie ogólnopolskiej śląskość bywa, w zależności od tego, skąd wiatr wieje, albo potencjalnie niebezpieczna (straszenie separatyzmem i widmem związków z Niemcami) […], albo życzeniowa (bajkowy ludek, poczciwy i prosty), albo – właśnie – unieszkodliwiania przy pomocy śmiechu, osadzenia w roli dyżurnego
    głupka” – pisze w tej samej gazecie redaktor Olga Drenda (z Mikołowa) w artykule „Nowy Śląsk”.
    Z kolei w innym wydaniu tej samej gazety czytamy: „My od dialogu tu na Śląsku odstąpić nie możemy. Śląsk jest krainą-pomostem między bardziej racjonalnym Zachodem a bardziej emocjonalnym Wschodem”. To słowa arcybiskupa Alfonsa Nossola z wywiadu.
    Media to czwarta władza (poza ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą). Kształtują opinię publiczną, co ma bezpośredni wpływ na postawy obywatelskie i wyniki wyborów. Mają swoją misję do spełnienia. Jak to wychodzi w praktyce? Polegają na obserwacji i informatorach.
    Czasem ufają informatorowi bez sprawdzenia jego wiarygodności. Tak powstał tekst we „Wprost”, gdzie mogliśmy przeczytać, że Grzegorz Franki zakłada partię, która ma na celu autonomię Śląska, a partia została zarejestrowana 3 października. Dwie nieprawdziwe informacje w jednym zdaniu. Rzetelność dziennikarska została wystawiona na szwank.
    Powróćmy lepiej do publicystyki z wysokiej półki. Co jeszcze o nas piszą? Anna Dziewit-Meller, chorzowianka, w artykule o młodych Ślązakach i ich stosunku do Śląska pt. Sól ziemi jest optymistką: „Ślązacy z roczników 80. wyzwolili się z poczucia wstydu, które towarzyszyło ich poprzednikom. Coraz odważniej włączają się w spór o kierunek rozwoju regionu”.
     

    I tak trzymać! Szczęść Boże!
    Grzegorz Franki, Prezes Związku Górnośląskiego